Tutaj nie działa rzutnik, tam poczta elektroniczna, później trzeba skierować jakieś stare graty do likwidacji, powypisywać masę protokołów, żeby ostatecznie móc przenieść wszystko na składzik, z którego nic już nie wraca. Raz latam z drabiną, raz z pliczkiem papierów. Praca naukowa i praca fizyczna - takie atrakcje.
Nie wiem, naprawdę nie wiem czy ogarnę to wszystko na pół etatu. Chyba będą mnie po prostu wyzyskiwać... Jadę odreagować do Kobity, liczę na upojną nockę.
Umowy jak nie ma, tak nie ma. Smuteczek. Ale jutro pierwszy wykładzik, zanosi się inspirująco! ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz